|
|






|
pacvfka
.
marzenie. moze tak czesto olewamy sobie dazenie do niego bo boimy sie ze to co przyjdzie potem nas rozczaruje.stwierdzamy ze lepiej miec piekne marzenie niz nie-az-tak-zachwycajace-wspomnienie.
przeciez kazdy z nas wie, lub mysle ze wie, co by uczynilo go szczesliwym.
wiec czemu oddajemy wlasne szescie walkowerem?
wolimy pieknie snic niz przezyc jeszcze jedno rozczarowanie.
mam dosyc pieknych snów. ide je przezyc.
2010-05-09 13:01:25 skomentuj (4)
wyplowyciny czystej masochizanizacji.
/.mowi sie-double talk
Sni się-double dreams
Zyje się- double life
ale skacze sie z okna tylko raz./
[Moralitet o czystej grze]
od halasu do niebytu
od pogardy do zazdrosci
od odsamotnosci mojej krwi
od pojedynczej nitki sliny, all the way down,po bruk.
przedłużajacy się nieznośnie upadek-( prawei trzy jednostki przecietnego filmu Hitchcoca).
nieznosna bliskosc pestek i drzazg.
cichy huk kolejnych klamstw
kieszonkowa karteczka Białoszewskiego cytatem dzisiejszego dnia.
a zyjcie se.
/one time, one time../
J.Blunt- yes, you did.
(but) so do I.
/..you are a Survivor.
You will live through everything.
But you will never learn how to actually be alive./
byleby, tylko byleby, miec to gdzies.
2010-04-08 13:54:23 skomentuj (1)
banalny slonca wschod.
brakuje mi pregierza nad soba.
tej nienawisci ktorą dawal, a ona napawała siła.
brakuje mi punktow ktore byly stale a chyba niewiedząc o tym-znikly.
nieostrzeżona czyjąkolwiek stagnacją, scieram rekawem czarnej koszuli kusz powstały na krzesłach, pulkach, biurku. pustych teraz, opróżnionych.
mimo, że przy zmianach, szczegolnie takich koniecznych staramy sie zachowac jak najwiecej z naszego zycia przed nimi to..nie dziala..
moge odzyskac swoj stary staly dysk, przeniesc wszystkie ksiaxzki, powiesic zdjecia.
moge udawac, ze nie wywrocilo sie do gory nogami, ze rpzeciez juz od dawna bylam wystarczajaco dorosla i dojrzala.
moze bylam moze nie.
teraz juz sie nie dowiem bo moja zycia zdaje sie miec gdzies moje mozliwosci.
i moze to piekne ze nie pozwala mi sie nad soba za dlugo uzalac ze nie wazne na jakim kacu czy zejsciu, po jakim wydarzeniu, nie moge jak prawie kazda moja rowiesnica skulic sie na lozku i ryczec. bo n ikt nie przyniesie mi herbaty do lozka, nie zalatwi rosnacej sterty przyziemnych spraw
ja musze wstac i isc do pracy. byc mila, cierpliwa, wyrozumiala.
wykladac po raz setny odmiane czasownika, przeprowadzac nie wiem ktora premiere tych samych czasow, konstrukcji, idiomow.
i moze to piekne.
bo okres marmazmu i apati ktory mnie dopada ma bardzo jasno okreslone czasowe granice.
piekne absotulnie.
czegos nie przenioslam wyprowadzajac sie z domu. cos mi wymsknelo, wypadlo z kartonowego pudla, spadlo za kanape.
moze to butelka J.Danielsa przerobiona na swiecznik. moze to wisniowy stolik pod kompoter rodem z DIY.
czegos zabraklo bym czula sie jak w domu.
cholera, prawda, wcale nie taka przykra jest taka zem gowniaz.
jak drapiaca sie zyletka nastolatka odkrywam przed bliskimi ludzmi kolejne etapy jakiejs tam dedukcji-destrukcji,
fajnie jest gdy jestes i myslisz ze jestes dorosla.
przestaje byc gdy zaczynaja tak myslec wszyscy inni.
brzydze sie 3/4 ludzi ktorych spotykam w drodze.
sa...
nieszczerzy samimi z soba. zaplatani w dziwaczne niesnaski i aferki, zwiazki ktorych nie rozumiem.
nie lapie, nie wspol-czuje z nimi.
z przydgnilym system wartosci, splagiatowanymi priorytetami
ratujacy sie w swoich bozkach, procentach, prochach, pracy, pseudomilostkach.
brzydze sie "troszke" siebie.
otepieniem, ktore mnie ogarnia.
sztucznym upojeniem, ktory sobie funduje
wlasnej niecheci do ludzi
zaniechaniem jakis tam marzen, planow, idei z powodu prawie calkowitego zaniku..pasji.
straconych godzin, dni spedzonych tak bezplodnie, bezproduktywnie jak sie tylko da.
dania sie wtracic w jakis....nie wiem co.
dlaczego jest mi...nie wiem jak to inaczej ujac niz , zle?
jestem w miare zdrowa.
mam 18 lat, prace ktora pozwala mi sie utrzymac, swiezo wynajete mieszkanie coprawda bez pralki i lodowki ale chyba nei w tym problem.
niezaleznosc. finansowa na przyklad.
szkole ktorej nie zawalam jakos strasznie.
ladna buzke, spoko cycki.
dosc absurdalna ale szztywnie istniejaca dume z samej sieie.
nei znosze ludzi nie umiejacych doceniac to co maja.
stalam sie jednym z nich?
nie uzalam sie nad soba.
prubuje...wyedukowac co jest nie tak
nie mozna wszytskie zwalac na mniejsze czy wiekszekoszmarki przeszlosci.
prawda?
2010-02-02 01:41:48 skomentuj (2)
...
smieszna sprawa.
wydawalo mi sie ze jestem calkiem niezla zapoznana ze swoim jakze szybkim i czesto (czego potem oczywiscie zaluje) bazujacym tylko na pozorach, systemie grupowania rzeczy, zachowan ludzkich, ich sensu, uczuc, podwojnego dna.
O ile zycie byloby lzejsze gdyby mozna bylo ta jedna osoba wpakowac jakos na barykady tych zlych.
w sluchawkach R.Przemyk, "Give it to me "Jacksona i rozmowki polsko-hiszpanskie.
2009-11-04 22:52:57 skomentuj (0)
Odwaga - Anna Świrszczyńska
Nie będę niewolnicą żadnej miłości.
Nikomu nie oddam celu swego życia,
swego prawa do nieustającego rośnięcia
aż po ostatni oddech.
Spętana ciemnym instynktem macierzyństwa,
spragniona czułości jak astmatyk powietrza,
z jakim mozołem buduję w sobie
swój piękny człowieczy egoizm,
zastrzeżony od wieków
dla mężczyzny.
Przeciw mnie
są wszystkie cywilizacje świata,
wszystkie święte księgi ludzkości
pisane przez mistycznych aniołów
wymownym piórem z błyskawicy.
Dziesięciu Mahometów
w dziesięciu wytwornie omszałych językach
grozi mi potępieniem
na ziemi i wiecznym niebie.
Przeciw mnie jest moje własne serce.
Tresowane przez tysiąclecia
w okrutnej cnocie ofiary.
Wrzucam tu, na szybcika, by mi się ten wiersz nie zgubil.
2009-09-25 15:06:53 skomentuj (0)
jasne, jasne
ochota na bunt. bo nic tak nie wrzechogarnia wszelkich mysli, czynow, dzialan, planow, a nie zostawia po sobie takiej prozni jak inne takiech wszechogarniajace typy.
ochota na bunt, ale kiedy tym co masz jestes Ty sama to cholernie niemadrze jest sie samej sobie buntowavc
pozatym..przeciwko czemu?
wow łał i wszytsko mi wolno byle czasami komus za dach nad glowa zaplacic
chodowalam sobiie plesn.
bo tak w sobie sobie holubilam resztki resztek wspomnien tego uczucia.
bo..bo nie znosze takiej prozni.
i jak zdecydowalam sie ja wyciac to okazala sie tylko kawalek nie nadajacej sie do zidentyfikowania substancji porosnietej srednio bujnym bialo-bladozielonym mchem.
kombinuje jak zamienic ta zalatujaca plesnia proznie na cos z czego mozna czerpac sile, moc, energie. cokolwiek.
by stala sie moim napedem tworczym, bo juz nawet gniew dal dyla.
jak mozna sie nie gniewac na kogos kto umiera?
rzucilabym wszytsko.
gdybym miala co rzucac.
terqaz mialam ochote strzelic jakis rozluzniajacy atmosfere zarcik ale nie mam ochoty,
niech no bedzie patetycznie i juz.
2009-07-21 21:59:49 skomentuj (0)
kiedy stalem w przedswicie a Synaj prawde glosil przez traby wiatru
jakim idiotyzmem jest dazenie do wolnosci.
chcialam pierwotrnie napisac wolnosci calkowitej ale przeciez wolnosc jest czyms. nieograniczonym. czyz nie?
by byc prawzdiwie wolnym trzeba byc odcietym od jakich kolwiek zwiazkow miedzy ludzkich.
od wspomnien, od marzen od wszytskiego.
a ja chce takiej wolnosci..prozaicznej.
przyziemnej.
wolnosci by zwinac sie w klebek na lozku i plakac jesli akurat mam ochote i nie musiec myslec jakie i na kogo to bedzie mialo konsekwencje.
chcialabym byc na tyle wolna by odciazyc moje dzialania od mocy oddzialywania.
spac mocnym snem, cala noc nie sprawdzac dzwi, nie nasluchiwac,
nie przekladac tego na znajomosci z innymi ludzmi.
nie bac sie.
durne. ale im bardziej robie sie wolna. tym bardziej przestaje byc bierna na swoje zycie. tym bardziej zalzy mi na szczesciu. tym bardziej boje sie wykonac jakikolwiek ruch, podjac decyzje jakakolwiek poczynajac od wybrania szamponu, przez wybor tramwaju na pentli a konczac niemoznoscia zdecydowania sie co do Miejsca
moja wolnosc pachnie zapachem swiezo scietej miejskiej trawy, przypalonym mlekiem.
krzykami pod oknem i ciagla obecnoscia ich a glowie.
a na Chmielnej ktos pieknie na pianinie gra.
a co jesli to jest tak ze akzdy udaje. poker i tak dalej i wszytscy rpzebijaja a ich garniturki szczescia nie pozwalaja nikomu przebic.
czegos bezwarunkowego. na raz na dwa, na trzy.
a stol zostal pusty.
prosze. daj mi cos co bedzie bezmiarem w swoim bezladzie, sila w swoim spokoju, stabilnoscia w swoim chaosie.
sprawiedliwoscia w swojej bezwarunkowosci
Upadam, wciąż upadam
I długo lecę w dół
Podnoszę, się podnoszę
Tak wiele muszę mieć sił
Barwy dnia - ja w nich tonę
Myśli wirują po głowie
Chcę się swobodnie unosić
Zrzucam tę betonowe buty
I wiem, że mogę
wiem, że mogę
choć mam pod skórą coś jakby strach
lecz mimo tego wiem , ze mogę
zanurzyć się w bezmiarze dnia
Rozpadasz się rozpadasz
jak kamień toczysz się
na nowo zbierasz w sobie
jak wiele w tobie jest sił
światło niech w tobie plonie
i myśli wirują po głowie
chcesz się swobodnie unosić
i zrzucasz te betonowe buty
[LIPALI]upadam
2009-05-18 16:16:22 skomentuj (0)
words are never enough.
"czesto komplikujemy sobie zycie po to by nie widziec jego pustki,
podejmujemy sie wielu dzialan, bo nie potrafimy okreslic celu
mowimy bardzo duzo y ukryc ze nie mamy nic do powiedzenia
odkrycie celu jest juz polowa drogi do niego
druga polowa jest cisza, ktora pozwala nam uslyszec samych siebie."
tak. slowa nigdy nie wystarcza.
ale.
i znow zycie puszcza mi sie (z) płazem
naciskam start, enter, w kolko i w kolko. i dupa, nie dziala utknal mi system na jakims chujowym stanie wiecznego wstrzymania.
Come Around Again - JET
Please Don't leave me- PINK
2009-05-10 22:19:06 skomentuj (0)
go green go!
faza na zieloną faze
nie wiem skad, moze dlatego ze wiosna, moze dlatego ze zycie krotkie, moze zeby miec chocby pozory wladzy i kontrolii nad moim zyciem.
go green go!!
uwielbiam tez smak, zapach, aromat swiezych warzyw, owocow, ziol, herbat.
probuje gotowac wegansko-wegetarianko.
efekty sa.
ale marne szczerze mowiac:P
nie wyobrazam sobie bym mogla znow przyczyniac sie do tego chorego systemu napedzanego zwlyklym okrucienstwem. nie i juz.
Kiedy matka dala zycie dziecku
Wszyscy chorem krzykneli : "Dobra robota!"
Ale matka nie odpowiedziala slowa, poniewaz byla niema.
Kiedy dziecko mialo kilka dni jego usta zaczely pic wode,
niewinne dziecko
mialo w krotce isc na rzez....
Kiedy mialo zaledwie dwa tygodnie postawili je na wage
a z tamtad wepchneli do drewnianej skrzyni,
szybko zamkneli stalowymi gwozdziami
Zaniesli dziecko do miejsca,
sciany i posadzka wylozone bialymi kafelkami
pokryte zakrzepla krwia i zwierzecymi odchodami.
Wywlekli dziecko ze skrzyni na pokrwawiona ziemie,
kiedy wstrzasy przeszly przez nie nie moglo wydobyc glosu
powiesili dziecko za nogi na ruchomym lancuchu
ale nikt tego nie zatrzymal, bo tam nikt nie pyta o bol.
Dziecko podrozowalo do gory nogami, az napotkalo krwawy noz,
kiedy noz zatopil sie w nim ono rozstalo sie z zyciem.
Dziecko wisialo tam bez ruchu,
jego wnetrznosci plynely pod nim, powodu swojej naglej smierci
to dziecko nigdy sie nie dowie, zdarli skore oczyszczajac jego grzbiet, wyrokowali go na pol.
Chcesz poznac powod jego smierci?
Ten powod to...cielęcy gulasz!
WLOCHATY
***
powrot do korzeni? coz za nadinterpretacja ale...potrzebuje gruntu w ktorym moge roznasnac korzenie, nawet jesli wiem ze czeka mnie jeszcze kilka przesadzen w bardziej sloneczne miejca.
***
KATALONIA w LIPCU!
absolutnie nie mgoe sie doczekac, nie czy kraju czy nabycia w miare bieglej umiejetnosci porozumiewania sie tym cudownym jezykiem.
i wyrwanie sie z tad na caly miesiac bez myslenia co czeka w sierpniu.
***
w dzikie wino zaplatani.
chce.
chce poczuc jeszcze raz gorac na policzkach, szybsze bicie serca, chwile bolesnie piekne w swojej przemijalnosci i nietrwalosci, poczuc rzeczywistosc tuz pod powiekam, zderzyc swoje usta z pedem zycia.
byc calkowicie zaplatanym w dzikie wino i nie myslec o niczym innym, w niebycie jutra i czasu.
jedynie cielesnosc zaplatana w podwojne jestestwo.
odrobini magii. pancerzyk pekl.
***
(..).
***
czemu im bardziej sie staramy ttym mniej drugiej osobie zalezy?
a im mniej nas to obchodzi tym bardziej zabiega sie o nasz atencje, spojrzenie, usmiech?
niesamowicie irytujaca zaleznosc.
***
l&l
angielskiego badz polskiego za hiszpanski naucze.
o maj. o maj. no i mam hobby.
***
proces Tu i Teraz bez szkodliwego oddzialywania na przebieg Jutra.
2009-04-27 22:49:08 skomentuj (0)
trwaj chwilo jestes piekna!!!!
by lapac kazda chwile.
zawierzajac za szczesliwym sie bywa a nie jest, nie ma sensu rozkminiac problemow kiedy trafiaja sie moze nie nieliczne ale nie codzienne sloneczne dni:)
stop z rozbijaniem gowna na atomy.
nie mam kasy na podroz. ale zarobie, moze w trakcie? albo wezme udzial w teleturnieju:P nie wiem, cokolwiek, cos sie zrobi wymysli, ogarnie, bedzie ok, jak zwykle.
czekaja mnie najprawdopodobniej znowu wakacje z matematyka. no cuz...na to nie moge soie jeszcze znalesc pozytywnej strony ale.. ale helol..
obudzilam sie dzis podczas bardzo glupiego snu. i wkurzylam sie na siebie niesamowicie.
bo to glupota!
bujac sie ze swoim zalem do samej siebie o zle podjete decyzje.
skad mialam wiedziec ze beda zle? jak kolwiek by to durnie nie zabrzmialo nie moge spedzic zycia obwiniajac sie ze nie zrobilam tego, tamtego i jeszcze paru inncy. nie i juz. chyba i tylko i wylaczenie w ramach motywacji.
li wylacznie!!!!!!!!
"pukajcie ze mna w niemalowane drewno,
bede brac co daja.
nie rozmkminiac i myslec co bylo i co bedzie.
brac od zycia, swiata, ludzi.
i nie myslec jaki bedzie rachunek.
z tym co bedzie i tak sie bedzie trzeba zmierzyc
i, bo to sie nie wyklucza, starac sie by juz niczego, niczego nie zalowac.
bo czasami szczescie trwa tylko chwile dwie"

ale dzis ladnie swiecilo, prawda?
2009-03-31 22:13:00 skomentuj (0)
|